Przed moim obiektywem gościło już wiele zwierząt – psy, koty, chomiki, świnki morskie, a nawet kury. Jednak w najśmielszych snach nie spodziewałam się, że pewnego dnia moim modelem zostanie… gołąb. To spotkanie było dla mnie niesamowitą lekcją uważności i dowodem na to, że prawdziwa przyjaźń nie patrzy na to, czy mamy dłonie, czy skrzydła. Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o Brioszku.
Brioszek żyje tylko dlatego, że spotkał na swojej drodze Monikę. Ona ma ogromne serce i nie potrafi przejść obojętnie obok dziejącej się krzywdy. Uratowała go, wyleczyła i dała dom tymczasowy, a on odpłacił jej prawdziwą przyjaźnią.
Podczas naszych konsultacji przed sesją sporo rozmawiałyśmy o stylizacjach. Chciałyśmy, aby w jakiś sposób nawiązywały do Brioszka, dlatego postawiłyśmy na zwiewną sukienkę – miała dodawać lekkości i być taką małą namiastką skrzydeł w ruchu. Wybrałyśmy też brązowe spodnie i kolorową koszulę, żeby nawiązać do natury i kolorów samego Brioszka. To był wspaniały wybór!
Zależało nam na bieli i prostocie – tak, aby nic nie odciągało uwagi od ich niezwykłej więzi. Chciałam, żeby te zdjęcia były ponadczasowe. By za kilka lat Monika, patrząc na nie, mogła znów poczuć te same emocje i przypomnieć sobie, jak to jest trzymać w dłoniach to ufne i kruche stworzenie. To pamiątka, która zawsze będzie jej przypominać, jak wspaniałym jest człowiekiem.
Nie ukrywam, że na początku czułam lekki stres. Ptaki bywają płochliwe, a studio to nowa przestrzeń. Brioszek jednak całkowicie mnie zaskoczył. Był nadzwyczaj spokojny i bardzo towarzyski. W pewnym momencie zaczął latać po studiu i… siadać mi na głowie oraz ramionach! Choć przez chwilę brakowało mi modela przed obiektywem, to te urocze momenty sprawiły, że ja też zupełnie straciłam dla niego serce… i głowę!
Po sesji Monika napisała mi, że płacze ze wzruszenia, patrząc na te kadry… poczułam, że zatrzymałam na zdjęciach dokładnie to, co najważniejsze. To była jedna z najbardziej wyjątkowych historii, jakie dane mi było zapisać. Cieszę się, że mogę się nią z Wami podzielić.
Joasia