Przejdź do treści

Dwa serca, cztery łapy i jedno wielkie oczekiwanie. Kulisy sesji Małgosi i Krzyśka

Kiedy Małgosia i Krzysiek zapytali mnie, czy na sesję mogą zabrać swojego psa, moja odpowiedź mogła być tylko jedna: „Bez niego to się nie liczy!”. Przecież to członek rodziny, towarzysz codzienności. Wiedziałam, że będzie wesoło, ale nie spodziewałam się, że ten mały, rudy jegomość postanowi skraść całe show!

Kiedy Małgosia i Krzysiek zapytali mnie, czy na sesję mogą zabrać swojego psa, moja odpowiedź mogła być tylko jedna: „Bez niego to się nie liczy!”. Przecież to członek rodziny, towarzysz codzienności. Wiedziałam, że będzie wesoło, ale nie spodziewałam się, że ten mały, rudy jegomość postanowi skraść całe show!

Bo wiecie, plan był prosty: robimy spokojne, czułe kadry w oczekiwaniu na Maleństwo. Rzeczywistość? Rzeczywistość merdała ogonem i stwierdziła: „Potrzymaj mi smaczki”.

Powiedzmy to sobie szczerze: ten pies doskonale wie, że coś się święci. Może nie rozumie jeszcze definicji słowa „bobas”, ale czuje, że centrum wszechświata powoli przesuwa się w okolice brzucha Małgosi.

Były momenty, które totalnie mnie rozczulały. Sposób, w jaki Loki instynktownie układał się blisko Małgosi, kładąc łapki na brzuchu, jakby chciał powiedzieć: „Spoko, pilnuję terenu. Nic się nie bój, mały człowieku”. Te zdjęcia, gdzie jego pyszczek jest tuż przy brzuszku, to dla mnie esencja tej sesji – bezwarunkowa psia miłość i instynktowna ochrona.
Były momenty, które totalnie mnie rozczulały. Sposób, w jaki instynktownie układał się blisko Niej, kładąc łapki na brzuchu, jakby chciał powiedzieć: „Spoko, pilnuję terenu. Nic się nie bój, mały człowieku”. Te zdjęcia, gdzie jego pyszczek jest tuż przy brzuszku, to dla mnie esencja tej sesji – bezwarunkowa psia miłość i instynktowna ochrona.

Ale umówmy się, sesja z psem to nie tylko wzruszenia. To przede wszystkim masa śmiechu i nieprzewidzianych zwrotów akcji. Kiedy próbowaliśmy zrobić romantyczne ujęcie Małgosi i Krzyśka siedzących tyłem do siebie, ich czworonożny przyjaciel uznał, że to idealny moment na… soczystego całusa w nos Krzyśka. Oszalałam!

A to nie koniec jego popisów. Przysięgam, ten pies potrafi puszczać oczko do obiektywu! Spójrzcie tylko na te kadry – to nie jest przypadek, to wrodzony talent. Biegał, zaczepiał, domagał się uwagi, a potem, jak gdyby nigdy nic, pozował jak zawodowy model, rzucając nam te swoje zawadiackie spojrzenia.

A w samym centrum tego radosnego zamieszania byli Małgosia i Krzysiek. Spokojni, szczęśliwi, radośni i pełni oczekiwania. Uwielbiam tę sesję za naturalność i ogrom emocji. Nie ma tu sztywnych póz ani wymuszonych uśmiechów. Jest za to dużo czułości, trochę psiego chaosu, są bose stopy, dużo szczerych uśmiechów i przede wszystkim mnóstwo miłości.

Małgosiu, Krzyśku – i Ty, rudy kierowniku zamieszania – dziękuję Wam za ten czas. Dziękuję za Wasze zaufanie – ogromnie je doceniam! Jesteście wspaniali! I wiecie… Wasz dom już teraz jest pełen miłości, a za chwilę… za chwilę będzie jej jeszcze więcej. Do zobaczenia już wkrótce w powiększonym składzie!

Uściski,

Joasia